Po ciężkim dniu w szkole rzuciłam się na łóżko i zastanawiałam się nad sensem mojego życia. Odkąd pamiętam wszystko było do dupy i z biegiem czasu nic się nie zmieniło. W liceum poznałam Meggi, jak z początku myślałam przyjaźń na całe życie. Później okazało się, że jej facet jest ważniejszy. Teraz znów to samo odczuwam, niby się przyjaźnie z Kasią, ale mam wrażenie, że zadaje się ze mną tylko ze względu na moich rodziców, aby być ustawioną w przyszłości, gdyż moi rodzice mają własną kancelarię, a my właśnie prawo studiujemy. Z rodzicami kilka minut temu pokłóciłam się o to iż nie chcę dalej się rozwijać, chcę skończyć studia zostać tym posranym adwokatem, ustawić się trochę i zacząć spełniać marzenia.
-Po jaką cholerę ja poszłam na te prawo?- zapytałam sama siebie otwierając szafę z ciuchami
-Aby żyć jak normalny człowiek, a nie jak żebrak z monopolowego-odpowiedział mi ojciec, który właśnie wszedł do mojej garderoby
-Puka się
-Aśka...pukałem ale nie słyszałaś
-Stało się coś, że przyszedłeś?
-A tak chciałem pogadać z córką
-Tsaa jasne, mów co chcesz bo umówiłam się
-Z kim?- zapytał ciekawski jak zawsze ojciec.
-Z Kasią, idziemy do herbaciarni a potem na siłownię
-Spoko, dać Ci coś kasy?
-Nie
-Okej, a właśnie bo zaraz zapomnę po co przyszedłem. W ten weekend nic nie planuj
-Dlaczego?- zaciekawiłam się i w głębi ducha pomyślałam, że ojciec może mnie i mamę gdzieś zabierze, już się cieszyłam gdyż moi rodzice nigdy dla mnie czasu nie mięli, a jak gdzieś wychodzili to beze mnie.
-W kancelarii mamy dużo papierkowej roboty więc się nam przydasz
-Aha, super
-Nauczysz się czegoś. Trzymaj się cześć
Ciekawe dlaczego nie zatrudni kogoś od tej roboty. Mój ojciec zawsze był surowym człowiekiem i nigdy nie obdarzył mnie takim rodzicielskim uczuciem, z resztą matka też mi dużo czasu nie poświęca. Zaraz po moim urodzeniu wróciła do pracy, a mną zajmowały się opiekunki. Jak byłam starsza i miałam pójść do przedszkola to wtedy oboje wykazali się zainteresowaniem, kłócili się całymi dniami do jakiego mam iść przedszkola
-Słuchaj te przedszkole jest dużo lepsze-mówił ojciec
-Taa ciekawe w czym jest gorsze od tego- wtrącała się matka
-Ma profil sportowy z dodatkowym językiem-tłumaczył ojciec
-Tak, a te ma profil artystyczny z dwoma językami -upierała się matka
-Ty chcesz z niej artystkę zrobić? Po co jej teraz dwa języki? Kobieto język angielski jej na razie wystarczy
-A co jej z tego że pobiega czy poskacze? Ona musi ćwiczyć charyzmę, pewność siebie. Artystyczne przedszkole ją doskonale przygotuje do zawodu prawnika
-Wyście do reszty zwariowali! Joasia ma dopiero 4 lata, a wy już ją w kodeksy zaciągacie?- wtrąciła się babcia, która to właśnie ona zajmowała się na co dzień mną
Ostatecznie rodzice znaleźli rozwiązanie. Poszłam co prawda do zwykłego przedszkola, znaczy nie zwykłego bo prywatnego z jednym językiem, ale po przedszkolu tata zawoził mnie na basen, po czym odbierała mnie mama i zawoziła na kółko teatralne.
Zwiedziłam tak dużo świata, jeździłam na tak egzotyczne wakacje, o których co poniektórzy mogą pomarzyć, a jestem tak bardzo nieszczęśliwa :(
Wyszłam z garderoby ubrana w zwiewną sukienkę i poszłam na dół w celu opuszczenia domu lecz przed wyjściem spojrzałam jeszcze co robi tata. Jak zwykle oglądał jakiś mecz w telewizji.
-Ja wychodzę, cześć
-O której będziesz?
-Jak będę to będę na pewno się nie spóźnię
-Ciekawe po kim Ty jesteś taka pyskata
-Pytasz, a wiesz- uśmiechnęłam się, bo miałam go na myśli
-Ciekawe co odziedziczyłaś po mnie
-Tato, hello mówiłam o tobie
-Taaa mhm trzy razy. Idź już sobie
-Biorę samochód
-Chyba rower
-Cześć
Po chwili wyjeżdżałam samochodem z garażu i śmigałam w stronę bramy, kiedy w lusterku widziałam jak wybiega ojciec coś tak krzycząc. W sumie co się dziwić, nigdy nie lubił jak brałam ja czy mama jego samochód.
Dojechałam na miejsce siedzę i czekam na Kaśkę.
15 minut później można by rzec, że nie siedzę, a śpię przy tej herbacie...
-Cześć, przepraszam za spóźnienie
-No trochę Ci...Wam zeszło
-Aśka to mój chłopak Piotr
-Cześć Piotrek- chłopak Kasi podał mi rękę i się przywitał
-Hej, Aśka
-Asia wybacz, ale dziś nie dam rady iść na siłkę ani basen, z Piotrkiem idziemy do kina
-Spoko, nie ma sprawy to miłego wieczoru - wstałam i odeszłam od stolika, po drodze rzuciłam kelnerowi 50 zł i nawet nie czekając na resztę wyszłam.
Wróciłam do domu i od razu ojciec upomniał się o swoje kluczyki
-Powiedź mi jedno, skąd ty wzięłaś kluczyki?
-Z kurtki, zawsze je tam zostawiasz
-Aaaa no faktycznie- powiedział spokojnym głosem- Masz nie dotykać mojego samochodu! Kup sobie swoje, ale od mojego wara!-wydarł się i z podniesioną głową odszedł do pokoju
-Co za chory pojeb- burknęłam wchodząc po schodach
Weszłam do pokoju i przypomniały mi się słowa mojego dawnego przyjaciela " Aśka Ty zawsze słuchasz innych, robisz to co ktoś Ci powie, żyjesz dla kogoś nie dla siebie..."
-Najwyższa pora wziąć się za siebie i zacząć żyć dla siebie!
Wzięłam wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować, nie wiedziałam gdzie pójdę co zrobię. Wiedziałam jedno, nie zostanę w tym domu ani godziny dłużej. Spakowałam rzeczy z portfela wyciągnęłam wszystkie karty kredytowe rodziców i zostawiłam je na łóżku wraz z listem, w którym wyjaśniłam dlaczego uciekam z domu. W portfelu zostawiłam tylko gotówkę, nie było zbyt dużo ale na kilka dni wystarczy
Po cichu wyszłam z domu i wsiadłam do wcześniej zamówionej taksówki
-Dokąd jedziemy?
-Na lotnisko-odpowiedziałam
Na lotnisko? Dlaczego akurat to powiedziałam? Pierwsza głupia myśl mi przyszła na język i ją spełniłam. Ale po co tam do cholery? Przecież nie mam nawet biletu zarezerwowanego...Aśka ty debilko nic nie potrafisz zrobić sama...Przeklinałam w myślach na samą siebie, lecz po chwili byłam zmuszona wysiąść z samochodu gdyż byliśmy na miejscu. Wzięłam walizki i udałam się na lotnisko sprawdzić czy są jakieś miejsca na lot do Paryża. Kocham ten kraj to może właśnie one jest odpowiednie na moją "tajną" kryjówkę?
-Dzień dobry czy jest może lot do Paryża?
-Lot jest, ale biletów brak
-A czy jest bilet na jakikolwiek lot za granicę?
-Mamy samolot do Hiszpanii za godzinę i są wolne miejsca
-A gdzie dokładnie?
-Barcelona
-Świetnie! Biorę- babka się na mnie dziwnie spojrzała, ale po chwili wydrukowała bilet i mi go wręczyła
Barcelona? Kurde, co Ja wyprawiam? Mi chyba na mózg padło od tego słońca.
Po godzinie weszłam na pokład i kiedy tak siedziałam doszłam do wniosku, że to co właśnie robię to czysty debilizm, w portfelu mam niecałe 2 tyś. żadnych środków do życia, brak jakiegokolwiek zabezpieczenia, mieszkania, nic.
-Nieeee ja wysiadam- już miałam wstawać kiedy samolot odpalił silnik
-Proszę zapiąć pasy, startujemy
-Przepraszam! Ja chcę wysiąść! - krzyknęłam do stewardessy
-Przykro mi za późno
Już Ci widzę jak ci przykro suko....kurwa mać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz